Patrząc przed siebie nie widziałam zbyt wiele. Jedynie marny,
nadmorski horyzont, kilka żaglówek, chmurki na niebie. I tyle. Wystarczy
jednak, że przekręciłam głowę, a przed moimi oczami pojawiało się
mnóstwo innych, fascynujących rzeczy. Z lewej strony wielki diabelski
młyn przebijał się ponad panoramą miasta, z prawej samochody
prześcigiwały się nawzajem w niepisanym wyścigu. Widzicie, to wszystko
zależy od perspektywy. Patrząc przed siebie i zamykając się tylko na
żaglówkach i horyzoncie, nie zwracam uwagi na inne widoki, które
mogłabym oglądać. Wystarczy zmienić punkt widzenia.
To wszystko było takie oczywiste.
Siedziałam
na murku i bujałam nogami nad wodą rozbryzgującą się o falochron.
Przekrzywiłam głowę wyciągając z tego metaforę. Teoretycznie fale
uderzają głową w mur, nie myśląc o innych rozwiązaniach, patrząc uparcie
w jedno miejsce. Może to mój czas, żeby zmienić perspektywę?
Westchnęłam cicho i wyciągnęłam telefon z kieszeni spodenek, kiedy wyczułam wibrację. Nowa wiadomość od Michaela.
Michael: Jak sobie radzisz, księżniczko? Pamiętaj, że możesz na mnie liczyć. Zawsze.
Dianna:Zawsze? To naprawdę długo.
Michael:Warto :)
Uśmiechnęłam
się pod nosem i wsunęłam komórkę z powrotem do kieszeni. Wzięłam
głęboki oddech i spojrzałam jeszcze raz na odległy horyzont. Nagle
usłyszałam kroki za sobą, więc odwróciłam się. Kilka metrów ode mnie
stał blondyn o niebieskich oczach i wpatrywał się we mnie z kamienną
miną.
- Umm... Mogę ci w czymś pomóc? - spytałam, czując się
niekomfortowo pod jego spojrzeniem. Pokręcił głową, po czym usiadł koło
mnie. - W porządku. Jak masz na imię?
Zignorował moje pytanie i
chwycił jakiś mały kamyczek, żeby wrzucić go do wody bez żadnych emocji.
Uniosłam brew, jednak nic nie powiedziałam. Wróciłam do rozmyślań.
Co,
jeśli wszystko dawało mi mnóstwo znaków, że Luke popełnił samobójstwo,
że Ashton ani Mike nie mogli być winni, a moje perspektywy po prostu
tego nie akceptowały? Takie pytania dręczyły mnie dzisiaj cały dzień, na
zmianę z jednym, najczęstszym.
Czy Luke naprawdę mnie zdradził?
Pokręciłam
głową i spuściłam wzrok na moje vansy. Znowu poczułam na sobie
spojrzenie chłopaka obok, więc uniosłam głowę powoli zaczynając się
irytować.
- Chcesz tak tylko siedzieć tutaj ze mną i nic nie powiedzieć?
Skinął,
po czym zaczął machać nogami jak pięciolatek. Oh, okej. Stwierdziłam,
że już na mnie pora, więc wzięłam swoją torbę i już przerzucałam nogi na
drugą stronę, kiedy mój towarzysz złapał mnie za ramię. Przeniosłam na
niego zdziwiony wzrok, a on znowu tylko pokręcił głową.
- Mam zostać? - potwierdził skinieniem, więc odłożyłam torbę i westchnęłam. - Coś się stało? Dlaczego nie mówisz?
Odpowiedział mi jedynie milczeniem, nie żebym spodziewała się czegoś innego. Przetarłam twarz dłońmi i przygryzłam wargę.
- Ktoś cię skrzywdził?
Pokręcił krótko głową.
- Więc po prostu się do mnie nie odzywasz, ale chcesz, żebym została, tak?
I znowu skinął.
- Wiesz, naprawdę nie miałabym nic przeciwko, ale powinnam już wracać. Serio, mój współlokator zacznie się martwić.
Przerzuciłam nogi na drugą stronę i zeskoczyłam na ziemię, chwytając torbę i przewieszając ją sobie przez ramię.
-
Przyjdę tu jutro, możemy się jeszcze spotkać - uśmiechnęłam się lekko i
odwróciłam się, kierując w stronę przystanka autobusowego.
- Tristan - usłyszałam za sobą, więc odwróciłam się trochę zaskoczona.
- Słucham?
Blondyn uśmiechnął się.
- Pytałaś o moje imię. Tristan.
- Cóż, w takim razie miło było cię poznać, Tristan - odwzajemniłam uśmiech i odeszłam.
---
Dianna: Możesz przyjechać?
Michael:Będę za pięć minut
Michael:Otwarte okno?
Dianna:Zaraz będzie.
Westchnęłam
i rzuciłam telefon na łóżko, kładąc się koło niego. Usłyszałam pukanie
do drzwi. Wymamrotałam 'proszę', więc po chwili w progu stał Ashton z
kubkiem w dłoni.
- Hej - uśmiechnął się. - Przyniosłem ci herbatę, jesteś ostatnio niesamowicie przybita.
- Cóż.
Ash widocznie milczał, czekając aż rozwinę swoją wypowiedź. Ups?
-
Dzięki za herbatę. Możesz mnie zostawić na razie samą, proszę? -
jęknęłam cicho, więc podszedł do mnie i postawił kubek na stoliku
nocnym. Pocałował mój policzek i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Miałam
wyrzuty sumienia, wypraszając mojego chłopaka i zapraszając... hm, cóż,
nie ma na niego określenia. Kim on właściwie jest? Przyjacielem? Nie
sądzę. Byłym przyjacielem? To brzmi, jakbym się na niego gniewała,
poniekąd. Byłą miłością?
Czy na pewno?
Spoliczkowałam się
mentalnie za tę myśl, jednak nie zdążyłam skupić się na dalszym dumaniu,
bo usłyszałam, że ktoś wchodzi przez okno. Spojrzałam w tamtą stronę i
wcale się nie zdziwiłam, kiedy zobaczyłam Michaela. Podszedł do łóżka i
usiadł na nim, patrząc na mnie smutnym wzrokiem.
- Co jest, Dianna?
- Naprawdę chcesz, żebym odpowiedziała na to pytanie? - spytałam bardziej zmęczona niż zła.
- Nie lubię widzieć cię w tym stanie.
- Ja sama nie lubię w nim przebywać.
Mike
spuścił wzrok, widocznie nie wiedząc, co teraz zrobić. Wyciągnęłam do
niego rękę, a on spojrzał na nią zdziwiony, jednak ujął ją i pociągnął
mnie na swoje kolana. Westchnęłam i przytuliłam go bez słowa. I
siedzieliśmy tak dłuższą chwilę, po prostu trzymając się w objęciach,
nie wypowiadając zbędnych słów. Po jakimś czasie jednak Michael odsunął
się ode mnie.
- Dlaczego chciałaś się ze mną spotkać?
- Myślałam dzisiaj dużo.
- O nie, to nigdy nie wróży nic dobrego - mruknął, ale go zignorowałam.
- Czy Luke mnie zdradził? - wypaliłam.
- Tak.
Cholera. Ałć, to bolało.
- Z kim?
Mike przygryzł wargę i odwrócił wzrok.
- Nie znasz jej.
- Michael.
- W porządku, w porządku. To Nina.
-
Nina? Ta rok starsza? - skinął. Oh. Okej. To tylko rok starsza bogini o
kruczoczarnych włosach i nienagannych rysach. W porządku.
- Dianna, ja...
-
Nic nie mów, okej? - poprosiłam zwijając się w kłębek na łóżku i
przykrywając kołdrą. Usłyszałam tylko, jak buty Michaela upadają na
dywan i poczułam, że on sam kładzie się tuż koło mnie, przytulając mnie
ciasno.
Dlaczego to wydaje się takie odpowiednie, skoro nie powinno?
-
Di? - wyszeptał po chwili, a ja nie odpowiedziałam, więc chyba
pomyślał, że zasnęłam, bo kontynuował. - Skoro i tak nie zapamiętasz
albo nawet nie usłyszysz tego, co zaraz powiem... Szkoda, że tak się
stało. Że Luke nie żyje, że się od siebie odsunęliśmy, że jesteś z
Ashtonem. Pewnie nigdy nie zrozumiesz, dlaczego wziąłem na siebie jego
śmierć. W każdym razie, dwa lata w więzieniu nie były gorsze od tej
tortury, kiedy widzę cię codziennie, mogę cię dotknąć, przytulić i,
cholera, czasem nawet pocałować. Ale nie mogę nazwać cię moją. Mogę
jedynie słuchać, jak robi to Ashton. I nie wiem, czy wiesz, ale to
zabija mnie od środka, każdego dnia coraz bardziej i bardziej. -
przerwał na chwilę, a ja miałam wrażenie, że moje serce zaraz wypadnie z
mojej piersi. - Kocham cię, Dianna. Szkoda, że nie możesz tego
wiedzieć.
Jasna cholera.
Poczułam, jak zacieśnił uścisk na mojej talii i przyłożył usta do mojego ucha, szepcąc.
-
Jestem takim mięczakiem. Sprawiasz, że jestem mięczakiem. To nie
powinno się dziać. A jednak. - z abrał ręce, a ja poczułam nagłe
uderzenie chłodu i smutku. - Dobranoc, naiwna Shenan. Śpij dobrze -
powiedział cichoo i wstał z łóżka, udając się do okna, tak sądzę.
Westchnął przeciągle i po chwili usłyszałam dźwięk zamykanego okna.
Kiedy upewniłam się, że nie może mnie usłyszeć, wyszeptałam ledwo słyszalnie:
- Nigdy nie byłam jego.
-----------------
yay <3
lubię ten rozdział, coś w nim jest takiego magicznego :)
chciałam coś dodać, to było ważne, ale zapomniałam, bo ledwo widzę na oczy ffs
więc przypominam: KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
TWEETUJESZ W HASHTAGU #LETTERSFF = CIESZYSZ MOJĄ BUZIĘ
lmao
o, już pamiętam. szukam roleplayers dla Tamary i Tristana, chętni piszcie w hashtagu #LettersFF
W
DODATKU, JEŚLI PRZECZYTAŁAŚ TEN ROZDZIAŁ TO TWEETNIJ CHOCIAŻ RAZ
(więcej bardzo mile widziane) LINKA DO LETTERS I NAPISZ JAKĄŚ ZACHĘTĘ
CZY BÓG WIE CO, DAJĘ WIADRO TLEN BEZ WIADRA ZA KAŻDY TWEETT *lel ja
komik*
to do następnego ;)
A, jeszcze jedno!
Tweetujcie też z hashtagami #TeamDikey i #TeamDiashton
+ bardzo przepraszam za błędy - pisany na telefonie, bo mama porwała laptopa po pierwszych dwóch czy trzech zdaniach ;-;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz