wtorek, 2 września 2014

10

Mysterious POV
Podłoga była śliska od świeżej krwi, więc kilka razy niemal upadłem, uciekając co sił w nogach z lokalu. Tina tam była. Martwa. Odwróciłem się na moment, żeby upewnić się, że nadal tam leży, ale tak nie było. Otworzyłem szeroko oczy i stanąłem w miejscu. Poczułem dłoń na swoim ramieniu i zamarłem z przerażeniem. Ktoś przyciągnął mnie do siebie bliżej i po chwili poczułem oddech mężczyzny na karku.
- We're not done 'till we say it's over...* - usłyszałem szept mężczyzny, a potem coś splamiło moją koszulkę. Spojrzałem w dół i ujrzałem ostrze wystające z mojej piersi. Nie mogłem wziąć oddechu, czułem, że nie mogę zapanować nad gruntem osuwającym się spod moich stóp...
Krzyknąłem i usiadłem prosto. Byłem w moim pokoju, w moim łóżku. Wszystko okazało się w porządku. A jednak... Oddychałem jak po przebiegnięciu maratonu. Nie mogłem na to pozwolić. Nie mogłem. Musiałem komuś powiedzieć. Może Michael'owi. Może Diannie...?
Nie. Na pewno mają mnóstwo swoich problemów. Mike ledwo co wyszedł z więzienia. Na pewno nie obchodzą go jakieś listy, które dostaję.
Z drugiej strony, Tina była blisko z Dianną. Westchnąłem ciężko.
Cholera.
Michael's POV
- Jesteś pewien, że to było ciało Tiny? - zapytała rzeczowo Dianna. Skinąłem, patrząc jej głęboko w oczy. Było w nich coś, czego dawno nie widziałem. Niepewność. Wahanie. Nie była pewna mnie. Tego, co mówiłem. Nie dziwię się. Sam pewnie bym nie był.
- I tak po prostu znalazłeś kartkę w swoim starym mieszkaniu? - pokręciła głową analizując całą sytuację.
- List - poprawiłem ją. - Krótki, ale nadal. To musiał być ktoś, kto mnie zna. Wie, że to mój ulubiony sposób komunikacji. Najpewniej to się jednak zmieni. - skrzywiłem się, a ona złapała moją dłoń.
- Jestem z tobą, okej? Możesz na mnie liczyć, jeśli będziesz potrzebował kogoś do obstawiania tyłów...
- O nie. Na pewno nie będziesz się w to mieszać, zrozumiano? Za bardzo cię kocham, żeby coś ci się stało.
- Zjadam - rzuciła od niechcenia, a ja zmarszczyłam brwi. - Jeśli już to za bardzo mnie zjadasz. Pamiętasz?
- Oczywiście, że tak - uśmiechnąłem się lekko, a ona wstała.
- Miałam spytać cię, czy idziesz ze mną do Luke'a, ale to chyba nie najlepszy pomysł w tym momencie.
- Właściwie... Wręcz przeciwnie. - chwyciłem bluzę i gestem ręki poprosiłem ją, żeby poszła za mną. Wyszliśmy z mojego domu i ruszyliśmy do mojego samochodu. Już miałem jechać, kiedy zobaczyłem, że Dianna nie wsiadała.
- Coś nie tak?
- Właściwie... - usiadła na siedzeniu pasażera i spojrzała na mnie z wahaniem. - Nie jestem pewna, czy wszystko mi mówisz.
- Dlaczego miałbym nie? - uśmiechnąłem się, a ona spojrzała na mnie kpiąco. Odwróciłem wzrok. Oh, oczywiście, że ukrywałem przed nią fakt, że Luke nie zginął z własnej woli. I że bliska jej osoba została zamordowana nie po raz pierwszy. Przez tego samego zabójcę. Spojrzałem jej w oczy.
- Dianna, ja tyl... - urwałem, kiedy zobaczyłem, że trzyma w dłoni kopertę. - O cholera.
Zabrałem ją momentalnie i sprawdziłem zawartość. Puste, czarne zdjęcie i list. Chwyciłem drugą kartkę i przeczytałem na głos.
- We're not done 'till we say it's over...
Im bliżej patrzysz, tym mniej widzisz.
Zdjęcie nie jest puste.
Wróciłem wzrokiem do fotografii i przyjrzałem się jej uważniej.
- Michael... - wyszeptała Dianna, zabierając mi zdjęcie i przechylając je pod takim kątem, że zobaczyłem napis.
Dziesięciu murzynków.
Dziewięciu murzynków i trup.
Ośmiu murzynków i dwa trupy.
Kto dalej?
Jest was jedenastu...
Więc będziesz tylko patrzał.
Zakląłem głośno i z całej siły uderzyłem w kierownicę.
- Michael! Musimy zawiadomić policję - panikowała Dianna, oddychając szybko. - Oni nie mogą nas zabić. Nie mogą, rozumiesz?!
- Di... Di! - złapałem ją za ręce, próbując uspokoić. - Nie możemy tego zrobić. Oni mają kontrolę, nie my. Jeśli tam pójdziemy, oni po prostu przyspieszą cały proces.
Dziewczyna westchnęła, ale jej oddech był urywany, więc wiedziałem, że się boi. To jest nas dwoje.
- Michael, kto to może być? - wyszeptała, a ja pokręciłem głową niemo informując ją, że nie wiem. - Ja nie chcę umierać... - załkała, a po jej policzkach popłynęły pierwsze łzy. Od razu je wytarłem i poleciłem jej wyjść z samochodu.
- Chyba dzisiaj oboje nie jesteśmy w nastroju, żeby odwiedzać Luke'a. - zaśmiałem się bez krzty radości, a ona wysiadła, nie odpowiadając. Wróciliśmy do domu. - Co teraz?
- Najwidoczniej zostaje nam tylko czekać.
- Nienawidzę bezczynnie czekać. - przyznałem, a ona tylko uśmiechnęła się smutno.
Ruby's POV
- Więc... - zaczęłam, kiedy Tristan usiadł naprzeciw mnie i uśmiechnął się.
- Chciałbym wiedzieć o tobie jak najwięcej. Pogramy w 20 pytań do, okej?
- W porządku - uśmiechnęłam się, a on spojrzał na mnie, ważąc swoje pytanie.
- Ile masz lat?
- Siedemnaście - rzuciłam beznamiętnie.
- Ulubiony kolor?
- Zielony.
- Najlepsza przyjaciółka?
- Dianna i Jade.
- Imię ostatniego chłopaka?
Spojrzałam na niego podejrzliwie, a on tylko wzruszył ramionami.
- Ben - odpowiedziałam w końcu.
- Czemu się rozstaliście?
- Długa historia - odwróciłam wzrok.
- Ruby...
- Okej, okej - podniosłam ręce w górę w geście kapitulacji. Co mi tam, i tak pewnie o tym zapomni. - Pokochał inną i otwarcie mi to oświadczył. Ale nie miałam mu tego za złe. Nadal jesteśmy przyjaciółmi. Chodzimy do jednej klasy.
- W porządku. Masz na coś alergię?
- Na truskawki - skrzywiłam się, a on rzucił mi spojrzenie pełne współczucia.
- Chciałabyś znaleźć nowych przyjaciół?
- Ostatnio jestem samotna, więc tak, myślę, że tak.
- Ile razy dziennie jesz?
O nie.
- Pięć - skłamałam, a on skinął. Odetchnęłam cicho z ulgą.
- Myślę, że dziesięć pytań nam wystarczy. Jeszcze dwa - uśmiechnął się szeroko. - Masz jakieś zwierzęta?
- Kota.
- Ostatnie pytanie. - zatrzymał się i spojrzał na mnie uważnie. - Chciałabyś zostać moją przyjaciółką?
Zmarszczyłam brwi.
- Dlaczego? Ledwo się znamy...
- Cóż, ja znam cię już całkiem dobrze - zachichotał. To było całkiem słodkie. - A ja jestem strasznie samotny. Głównie dlatego, że lubię mało ludzi. A ciebie lubię. Więc możemy się przyjaźnić.
- W sumie... Czemu nie? - uśmiechnęłam się.
Mysterious POV
Szedłem wzdłuż Marvin, ulicy ćpunów, kiedy coś pociągnęło mnie za rękę i wepchnęło siłą do jakiegoś lokalu. Krzyknąłem, ale zostało to natychmiast stłumione przez szmatkę nasączoną czymś... Czymś, co sprawiło, że twarda podłoga wydała się tak miękka i idealna do spania jak moje łóżko...
- Siedmiu małych murzynków - zaśpiewał jakiś mężczyzna, a kobieta się zaśmiała. Było tak ciemno... Nie mogłem nic zobaczyć. Kto to był, do cholery?
I czego ode mnie chciał?
Usłyszałem dźwięk odbezpieczania pistoletu i odpłynąłem do końca. Nawet nie wiem, czy umarłem. Może. Wiem na pewno, że poszedłem spać na miękkiej, betonowej podłodze...

*Linijka z Tomorrow Never Dies
----------------------
Krótko, ale mam 20 minut, żeby wyjść do szkoły, a piszę dla was rozdział, okay
z dedykacją dla Marcysi i Kornelii, które stwierdziły, że chcą czytać letters, lmao
pojawiła się spoilerownia, nie wiem, czy ją widziałyście - na moim profilu jest link. Każdy spoiler jest pięknie ubrany w słowa, więc tylko największe umysły je zrozumieją. Wszystkie spoilery wyjaśnię po zakończeniu Letters 1. Powodzenia! :)
SZUKAMY RP DLA CALUMA, JADE I ASHTONA! CHĘTNI PISAĆ W HASHTAGU #LETTERSFF :)
Do następnego (nie wiem, kiedy, mój plan nie pozwala mi się określić w 100%) xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz