sobota, 6 września 2014

11

Tamara's POV:

- Hej - uśmiechnęłam się do Dianny siedzącej w naszej kuchni. - Jak tam?

- Jakoś się trzymam - wzruszyła ramionami. Usiadłam na przeciwko niej i spojrzałam na nią ze zrozumieniem.

- Facet?

- Też.

- Tak właściwie, to co jest między tobą a Michaelem? Wiesz, zawsze szipowałam Dikey, ale co to właściwie jest?

Zakrztusiła się i rzuciła mi zdezorientowane spojrzenie.

- Dikey? Co to jest, do cholery?!

- No Dianna i Mikey.  Proste - przewróciłam oczami.

- Oh, okej. No cóż, to o wiele bardziej skomplikowane niż myśliż - przygryzła wargę. Spojrzałam na nią podejrzliwie.

- Okeeej, dowiem się, o co chodzi, czy nie?

- O co chodzi z czym? - spytał Michael, który dołączył do nas w samym ręczniku i z mokrymi włosami. Szybko przerzuciłam wzrok na Diannę, która zarumieniła się i odwróciła wzrok dosłownie rzując swoją dolną wargę.

- Oh, no weź. Wszyscy zebrani w tym pomieszczeniu wiedzą, że go pragniesz, okej? Nie musisz tego ukrywać - rzuciłam, a ona uderzyła mnie lekko w ramię.

- Mam siedemnaście lat, geniuszko.

- W twoim wieku to ja już na dziwki chodziłam nawet - zażartowałam, jednak żadne z nich nie uważało tego za śmieszne.

- Ha-ha - burknął Michael i pociągnął Diannę za rękę.

- Tylko zamknijcie drzwi! Nie chcę słuchać waszych jęków.

Mike pokazał mi środkowy palec, więc uśmiechnęłam się szeroko i napisałam wiadomość do Amandy. A może to była June? Nie wiem.

Mysterious POV

Ocknąłem się w bardzo ciemnym pomieszczeniu. Dłonią wyczułem, że było tu brudno i mokro. Chciałem wstać, ale coś pociągnęło mnie w dół i po chwili poczułem pieczenie w lewym nadgarstku. Zmarszczyłem brwi. Kajdanki?

Wolną ręką dotknąłem swoich oczu. Wcale nie było ciemno. Po prostu byłem związany.

- Zobacz, kto to. Księżniczka się obudziła - prychnął ktoś za moimi plecami. Mężczyzna. I, cholera, znałem ten głos.

- Nie na długo - odrzekła jakaś kobieta, a ja zamarłem, kiedy zdjęła mi opaskę z oczu. Niemożliwe. Nie ona. - Witaj, kochanie.

Dianna's POV

Kiedy wróciłam do domu, Ashton siedział z Benem w salonie i grali w fifę. Pocałowałam krótko Asha, a on gestem ręki pokazał mi, że mam się odsunąć, bo grał. Zaśmiałam się cicho i przeszłam na kanapę, opadając na nią.

- Ciężki dzień? - spytał Ben, a ja jęknęłam.

- Ciężkie życie. Co ty tu w ogóle robisz?

- Właściwie przyszedłem do ciebie po notatki z francuskiego, ale Ashton okazał się być beznadziejny w fifę, a mnie bawią jego próby ogrania mnie - rzucił i zdobył bramkę w tym samym momencie jakby dla potwierdzenia swoich słów.

- Idiota - mruknął Irwin, a ja zaśmiałam się głośno. Byli tacy uroczy.

Wtedy też poczułam to cholerne poczucie winy, bo Ash nie wiedział, że jestem z nim tylko fizycznie i naprawdę należę do Michaela. Cholera.

- Kochanie? - spytał Irwin, który stał teraz przede mną. Potrząsnęłam głową i spojrzałam na niego wyczekująco. - Skończyliśmy mecz  pięć minut temu, a ja nadal nie dostałem mojego pocałunku przegrańca - wydął wargi. Uśmiechnęłam się lekko i delikatnie cmoknęłam jego usta, ale przyciągnął mnie do siebie i pogłębił pocałunek. Przerwało nam chrząknięcie. Odsunęłam się od niego momentalnie.

- Zanim wessacie nawzajem swoje twarze, mogę dostać te notatki? - spytał Ben z ironicznym uśmieszkiem. Wyciągnęłam kartki z torby i podałam mu je. - Dzięki. A tak na marginesie - jeśli wpadniecie, ogę zostać chrzestnym?ę - rzucił ze śmiechem, a ja palnęłam bez namysłu:

- Co wy macie ze mną uprawiającą seks?!

Ash spojrzał na mnie zszkowany, a Ben powiedział tylko cicho, że wychodzi i zamknął drzwi mieszkania.

- Co ma znaczyć to, co powiedziałaś? Kto jeszcze rzucał ci uwagi o seksie? Ze mną? - pytał jak najęty, a ja podniosłam dłoń, próbując zachowywać się naturalnie.

- No ta... No... Jak jej tam... Ah, no tak, Tamara. Ona jest, um... lesbijką i... - cholera, muszę przestać się jąkać. - I Jade powiedziała mi, że pewnie chętnie by się ze mną przespała.

- Jade, tak? - spytał podejrzliwie, a ja skinęłam, głośno połykając ślinę. - W porządku. Spaghetti? - uśmiechnął się. Zmarszczyłam brwi. Okej...?

---

Wyszłam z mieszkania pod pretekstem ochoty na spacer. Skierowałam swoje kroki do Michaela i zapukałam trzy razy, żeby wiedział, że to ja. Otworzył drzwi i uśmiechnął się. Mój żołądek wykonał przewrót w tył.

- Hej - powiedział, ale ja zostałam cicho. Uniósł brwi, jednak wpuścił mnie do środka. Przeszłam do jego pokoju, a kiedy tylko zamknął za nami drzwi, wybuchnęłam:

- Czy ty na pewno mnie nie okłamujesz?

Michael uniósł brwi.

- Nie, dlaczego...

- Nie, Michael. Jestem poważna. Czy to ty zabiłeś Tinę?

- Di, ty naprawdę myślisz, że mógłbym zabić człowieka? - wyszeptał, a ja się zawahałam.

- Właściwie... Nie, przestań. Miałam być asertywna. Dlaczego akurat ty znalazłeś ciało Tiny? Z listem?

- Wiem, jak to wygląda. Ale to naprawdę nie ja. Nie mógłbym jej zabić. Nie po tym, jak straciliśmy Luke'a...

- Więc jego też zabiłeś?! - krzyknęłam. Jego twarz poczerwieniała ze złości i już wiedziałam, że to był błąd.

- Próbowałem być z tobą w porządku, mówiłem ci wszystko, wszystko, co powinnaś wiedzieć, a wzamian ty nawet nie potrafisz mi zaufać! - syknął.

- Wszystko? Na pewno wszystko?

- Nie! Nie powiedziałem ci, że twój chłopak planował samobójstwo, ale ktoś go uprzedził! Jesteś taką egoistką, Dianna! Na litość boską, zrozum, że lepiej jest, kiedy nie znasz całej prawdy!

- Ah, więc to tak? - stałam teraz tylko kilka centymetrów od niego. - Jstem egoistką, bo chcę wiedzieć, co stało się z moim zamordowanym chłopakiem?! Pomyśl, Michael! Co zrobiłbyś na moim miejscu?!

- Nie wiem, cholera - zamknął oczy i potarł swoje skronie. Kiedy w końcu na mnie spojrzał, zobaczyłam w jego tęczówkach coś innego niż zwykle. I nie do końca potrafiłam to określić. - To nieodpowiednie w tym momencie, ale mam ochotę sprawić, że zapomnisz o tym wszystkim i jedyne, o czym będziesz myśleć to moje palce - wydyszał, a ja wzięłam urywany oddech i przyciągnęłam go do siebie w namiętnym pocałunku.

- Więc to zrób - wyszeptałam między pocałunkami.

Nagle w pokoju rozległo się pukanie i do środka wpadła zdyszana Tamara.

- Calum - rzuciła i rozpłakała się.

Otworzyłam szeroko oczy. O nie... Nie, nie, nie!

- Tamara, weź głęboki oddech, uspokój się i wszystko nam opowiedz - Mike złapał ją za ręce.

- J... Ja... O matko - jęknęła. - Szłam sobie Marvin, wiesz, to ta ulica ćpunów, kiedy usłyszałam, że ktoś woła o pomoc. Cicho otworzyłam drzwi do lokalu, z którego dochodził krzyk i wtedy ktoś strzelił z pistoletu, i ta sama osoba wrzasnęła, i tylko... - zaszlochała. - Tylko zobaczyłam opadające ciało Caluma... On mnie widział. Ona nie, ale on... Wybiegł za mną, ale wskoczyłam do jakiegoś zakątka Marvin, gdzie koło ćpania odbywało sesję i było zbyt na haju, żeby pytać... Kiedy odszedł, wróciłam do domu. To wszystko. Nawet nie upewniłam się, że żyje - pisnęła i rozpłakała się jeszcze mocniej. Prztuliłam ją, sama trzęsąc się na myśl o martwym Calumie.

Spojrzałam na Michaela, który z kamienną miną oznajmił:

- Więc jest ich dwoje.

Potem przeniósł wzrok na mnie i szepnął:

- Siedmiu murzynków.

--------

Znowu krótko, tak myślę, ale to rozdział kluczowy i myślę, że będzie się wam podobał ;)

GŁOSUJESZ = KOMENTUJESZ = PISZESZ W HASHTAGU #LETTERSFF

NADAL POSZUKUJEMY ROLEPLAYERS, CHĘTNYCH ZAPRASZAM DO HASHTAGU :)

do następnego! xx

ps. niesprawdzany bo siedze w skm-ce na mecz i publikuje rozdzial, lmao XDD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz