wtorek, 12 sierpnia 2014

4

Muzyczka do rozdziału: Bring Me The Horizon - Deathbeds (jedna ze spokojniejszych od BMTH)
Z resztą, czy wy też uważacie, że The Kooks - Naive jest taką listową piosenką? :D *naive - naiwna
- Jak to idziesz z Michaelem? - spytał zdziwiony Ashton, a ja wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem. Nasz wychowawca jest dziwny i powiedział, że sam wybierze nam partnerów na ten bal.
- Kurczę, trochę szkoda - zasmucił się, a ja podeszłam do niego i położyłam mu dłoń na piersi, patrząc mu głęboko w oczy.
- Gdyby to zależało ode mnie, poszłabym z tobą, mam nadzieję, że o tym wiesz.
- Wiem - uśmiechnął się lekko i pocałował mój nos. Zmarszczyłam się przez ten gest, a on zachichotał. Był chyba jedynym chłopakiem, który chichotał. I to czyniło go tak cholernie uroczym. - A tak przy okazji - nawet nie pokazałaś mi swojej sukienki! - oburzył się.
- Jejku, naprawdę? Na śmierć zapomniałam! - złapałam się za głowę. - Zaraz wracam.
Pobiegłam do pokoju, żeby przebrać się w tą księżniczkową sukienkę. W sumie im dłużej ją mam, tym bardziej ją lubię. Dziwne. Wzruszyłam ramionami i zdjęłam ubranie z wieszaka. Szybko zrzuciłam z siebie koszulkę, a wtedy usłyszałam pogwizdywanie. Odwróciłam się w stronę okna, w którym siedział Michael, nonszalancko bujając nogami. Krzyknęłam i przykryłam się sukienką.
- Co ty tu robisz?!
- Podglądam - uśmiechnął się złośliwie, po czym wstał i pociągnął dół mojej sukienki. - Bez niej było lepiej - mrugnął do mnie, a ja wstrzymałam oddech. Cholera.
- Dianna? Wszystko w porządku? - spytał Ash z kuchni, a Clifford rzucił mi ostrzegawcze spojrzenie.
- Tak, wszystko okej! To tylko pająk - rzuciłam, ciągle patrząc Michaelowi w oczy.
- No więc, księżniczko? Ubierzesz się do końca? - zapytał z tym swoim uśmieszkiem. Uh, jak ja go nienawidzę.
- Na pewno nie przy tobie, zboczeńcu. Idź sobie - wskazałam mu okno, którym wszedł, a on spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- Jestem cywilizowanym człowiekiem i wychodzę przez drzwi.
- Ale wchodzisz przez okna?
Skinął.
- W takim razie tam są drzwi. Trafisz sam - wypchnęłam go z pokoju. Zaczęłam zakładać sukienkę (na razie na spodnie, tak na wszelki wypadek, gdyby Michael postanowił się wrócić), kiedy usłyszałam uradowany głos z salonu. O nie.
- O, cześć, Ashton! Sorry, że wyszedłem z pokoju twojej dziewczyny. Nic nie zaszło.
- Umm...
Ja pierdolę, co jest nie tak z tym chłopakiem?!
- Tak, właśnie! - krzyknęłam, walcząc z zamkiem sukienki. - Nic nie zaszło. Ash, poznaj idiotę, z którym idę na bal.
Kiedy w końcu uporałam się z tym okropnym zapięciem, zrzuciłam z siebie spodnie i pobiegłam do pokoju. Tam Michael i Ashton siedzieli na fotelach naprzeciwko siebie i mierzyli się wzrokiem. Dzieci. Chrząknęłam znacząco, a oni przenieśli spojrzenia na moją osobę dokładnie w tym samym momencie.
- Wow, Dianna... - powiedział Ash i oblizał wargi. Oh.
- Wyglądasz świetnie, nie mogę się doczekać, aż zabiorę cię na bal - oświadczył Michael, a Ashton wycelował z niego palec.
- Hej, uważaj sobie.
Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło. Ta dwójka naprawdę zachowywała się jak para bachorów.
- Więc jest okej? - spytałam Ashtona, a on skinął.
- Jest lepiej niż okej. - dorzucił i podszedł do mnie, żeby pocałować mnie z pasją. Przerwał nam Michael, który udawał odgłosy torsji. Spojrzałam na niego ze złością, a on wzruszył ramionami.
- Wymiotuję od nadmiaru słodyczy. No, chyba będę się zbierać. Do zobaczenia, Di. - uśmiechnął się do mnie, a kiedy zbliżył się, żeby mnie przytulić, wyszeptał mi do ucha: - Pierwsza szuflada biurka, pod książką z różową zakładką.
Zamarłam. Kolejny list? No naprawdę?
- Cześć, Ashton! Do kiedyś! - pomachał do niego trochę zbyt entuzjastycznie, po czym wyszedł, zostawiając nas oboje oniemiałych.
- Jak on znalazł się w twoim pokoju? - spytał zdezorientowany Ashton, a ja wzruszyłam ramionami.
- Żebym to ja wiedziała...
Oczywiście, że wiedziałam. Włamał się przez okno. Ale nie za bardzo chciałam się z nim tym dzielić.
- Nie podoba mi się ten koleś. Wiem, że musisz z nim iść na bal, ale poza tym trzymaj się od niego z daleka, okej? A teraz idź się przebrać, księżniczko - uśmiechnął się.
Bez słowa przeszłam do pokoju w celu pozbycia się tej okropnie niewygodnej sukienki. Kiedy rozpinałam suwak, mój wzrok zatrzymał się na delikatnie odsuniętej pierwszej szufladzie biurka. Zatrzymałam się, tocząc wewnętrzną walkę z samą sobą. Przeczytać? Nie, przecież to psychol. Ale jeśli...
Moja ciekawość zwyciężyła i od razu po zsunięciu z siebie sukienki i pospiesznym narzuceniu koszulki, otworzyłam szufladę. Podniosłam Dumę i uprzedzenie, z której wystawała różowa zakładka, i trafiłam na czerwoną kopertę zaadresowaną do mnie. Koperta? Musiał napisać coś dłuższego. Ostrożnie odgięłam papier i wyciągnęłam list ze środka. Był długi, naprawdę. Zajmował całą stronę, w dodatku drobnym pismem.
Droga Dianno,
zapewne nie spodziewałaś się tak długiego listu z mojej strony. A jednak, ludzie lubią zaskakiwać. Szczególnie ja. Chciałem porozmawiać z Tobą o paru sprawach, ale z uwagi na Twoje nastawienie do mnie, mogłoby okazać się to trudne. Pozwól więc, że odbędę listowy monolog, a jeśli zechcesz, odpowiesz mi. Słownie albo pisemnie. To już nie ma znaczenia.
Zacznijmy od sprawy Lucasa. Domyślam się, co wiesz na ten temat. Sam ci to kiedyś z resztą powiedziałem. To ja zabiłem Luke'a, poszedłem za to siedzieć na prawie dwa lata, ale ktoś wpłacił kaucję, a ja nie mam pojęcia, kto. Cóż, przystańmy przy tej wersji wydarzeń. Jesteś na mnie wściekła, to zrozumiałe. Proszę Cię tylko o jedno - daj mi szansę. Więzienie naprawdę zmienia człowieka, wiesz? Wcale nie chciałem go zabić, dobrze o tym wiesz. Pamiętasz tą noc w lesie, kiedy Ci powiedziałem? Kiedy tak gorliwie zaprzeczałaś? Kiedy uparcie twierdziłaś, że nie mógłbym zabić człowieka? Wierzyłaś we mnie. Co się zmieniło?
Właśnie, wiara. To ona czyni człowieka tak kruchym, jakim jest. Zaczynasz komuś ufać, a ten ktoś to wykorzystuje. Czujesz się zraniona. Można Cię tak łatwo złamać. Oh, naiwna Dianno, tak łatwo można Cię złamać...
Nie chcę, żebyś postrzegała mnie jak wroga, prześladowcę. Chcę znowu być blisko Ciebie, tak jak kiedyś. Byłaś kiedyś moją przyjaciółką, czy zapomniałaś? Wspierałem Cię, a Ty wspierałaś mnie. Byliśmy nierozłączni, nasza przyjaźń twarda jak skała. Ale coś jednak ją rozbiło. Kulka z pistoletu, prawda? Dlaczego nadal wybierałaś jego ponad mną? Do niczego by nie doszło...
Tu nie chodzi o uczucia, Dianna. Wiem, że mnie kochałaś. Może nadal kochasz, nie wiem tego. On miał coś, czego ja nie mogłem Ci dać. Był popularny i lubiany. A ja trzymałem się na uboczu. To była ta zasadnicza różnica. To zadecydowało, czyż nie? Byłem tylko tym cichym Michaelem, do którego bałaś się przyznać, bo nikt go nie lubił. Teraz wzbudzam strach. To prawie to samo, co nienawiść. I co? Wciskasz mi swój adres do szafki.
Może pociągają Cię byli przestępcy?
Do zobaczenia na balu, słodka, naiwna Shenan.
M.C.
Ps. Zajrzyj do szuflady jeszcze raz.
Wykonałam polecenie zamieszczone na końcu listu i wstrzymałam oddech na chwilę, kiedy zobaczyłam rękawiczki. Były dokładnie tego samego koloru, co moja księżniczkowa sukienka, eleganckie i idealnie dopasowane. Przymierzyłam je i leżały perfekcyjnie. Ale zaraz...
- Skąd on wiedział, jak będzie wyglądała moja sukienka? - spytałam samą siebie na głos.
---
- Podekscytowana? - spytał Ashton, poprawiając swoją muszkę przed lustrem.
- Troszkę. O wiele mniej przez Michaela, ale nadal trochę tak. To w końcu bal debiutantów.
- Masz rację. Jak wyglądam? - odwrócił się do mnie i rozłożył nonszalancko ręce, poruszając brwiami. - Wszystkie laski moje, co?
- Chciałbyś, Irwin - zaśmiałam się, poprawiając kolejną spinkę we włosach. Nie musiałam już nosić opatrunków. Od wypadku minął tydzień, więc już prawie nie bolało, a tą szpecącą ranę przykryłam toną podkładu.
Przeszłam do pokoju obok, żeby zabrać swoją kopertówkę. Zawiesiłam wzrok na rękawiczkach leżących na biurku. Bez większego zastanowienia wsunęłam je na dłonie i wróciłam do Ashtona. Wcale nie musiałam myśleć o tym, że są prezentem od Michaela. Równie dobrze mogłam potraktować je jako stylowy dodatek znaleziony w szufladzie.
- Jedziemy? - spytałam z uśmiechem, a on skinął, podając mi ramię.
- Umówiłaś się z nim dopiero na miejscu?
Cholera. Mogłeś nie pytać.
- Umm... Nie. Zapomniałam, że miał po mnie przyjechać. Przepraszam - przygryzłam wargę i spuściłam głowę, ale on podniósł mój podbródek, każąc mi na siebie spojrzeć.
- Hej, Di. Jest okej. Spotkamy się w szkole, tak?
- W porządku - pocałowałam go szybko i wsunęłam stopy w swoje szpilki. Ashton rzucił szybkie 'na razie, kotku' i wyszedł, więc przeszłam do salonu i usiadłam na kanapie w oczekiwaniu na Clifforda. Po niedługiej chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam do nich z grymasem i otworzyłam je, widząc Michaela z bukietem miniaturowych żonkili.
- Hej - powiedział cicho, wręczając mi kwiaty. Wpuściłam go do środka i zamknęłam drzwi, gestem nakazując mu przejście do salonu. Poszłam do kuchni po wazon i napełniłam go wodą, po czym wsadziłam do niego bukiecik i postawiłam na stole.
- Dobra, możemy iść. Dzięki za kwiaty.
- Nie ma sprawy.
Po upewnieniu się, że dokładnie zamknęłam mieszkanie, ruszyliśmy po schodach do jego samochodu. Nie był to czarny Range Rover, którym zwykle jeżdżą bad-boy'e w powieściach i filmach. Michael przyjechał Hondą Civic Hatchback z rocznika 2009 (tak, musiałam słuchać całego wykładu na temat tego samochodu, więc pamiętam chociaż, jak się nazywał). Otworzył mi drzwi po stronie pasażera, więc wsiadłam, dziękując mu skinieniem głowy.
Cała podróż minęła nam w ciszy, więc kiedy zobaczyłam znajomy budynek szkoły, odetchnęłam z ulgą. Nie dane mi było jednak zbawienie, bo gdy już miałam otworzyć drzwi, Clifford zatrzymał mnie, chwytając moją dłoń.
- Dianna.
- Co? - rzuciłam znudzona. Proszę, pozwól mi już wyjść.
- Skoro już idziemy na ten bal razem, to przynajmniej z niego korzystaj. Wyobraź sobie, że jestem Luke'iem albo Ashtonem, nawet nie tym twoim tylko Kutcherem, ale proszę, baw się. Nie chcę zepsuć ci balu debiutantek.
- Właściwie to już to zrobiłeś. - burknęłam i wyszłam z samochodu, trzaskając drzwiami. Ruszyłam w stronę schodów. Po chwili miałam już u boku Michaela, który najwidoczniej nie przejął się moimi słowami.
- Di, mówię serio. Skoro już jesteś tu ze mną to przynajmniej spróbuj dobrze się bawić, okej? Nie zmienisz już partnera.
Westchnęłam ciężko. Coś w tym jest.
- Tylko ten jeden raz, Clifford.
- Tylko ten jeden raz. - rozpromienił się.
- Ale i tak cię nienawidzę.
- Jak sobie chcesz, słodka, naiwna Shenan.
- I nie mów do mnie 'słodka' ani 'naiwna', to mój warunek - spojrzałam na niego twardo, a on ledwo powstrzymywał śmiech. - No co? - wyrzuciłam ręce w powietrze w geście sfrustrowania, a on pokręcił głową.
- Jesteś taka urocza, kiedy się złościsz.
---
Sala była już pełna tańczących uczniów, chociaż do rozpoczęcia zostało jeszcze piętnaście minut. Próbowałam odszukać wzrokiem Ruby, Jade albo Ashtona, jednak żadnego z nich nie widziałam.
- Hej, przynieść ci coś do picia? - spytał Michael, uśmiechając się lekko. Może naprawdę miał dobre zamiary?
- W sumie czemu nie... Tylko pamiętaj, że...
- Tak, tak. - przerwał mi. - Nie pijesz. Wiem.
Uśmiechnęłam się, kiedy już się odwrócił, a wtedy namierzyłam wzrokiem Caluma, partnera Jade.
- O, Dianna! - krzyknął, widząc mnie. Odwrócił się i chwycił za łokieć JJ, która spojrzała we wskazanym przez niego kierunku i rozpromieniła się. Oboje podeszli do mnie, trzymając się za ręce.
- Podobno nie jesteście razem? - spytałam, unosząc jedną brew i wskazując głową ich splecione dłonie.
- Ale jesteśmy razem na balu, więc możemy się trzymać za ręce - mrugnęła do mnie Jade, a ja uśmiechnęłam się ze zrozumieniem. - Gdzie twój Romeo?
- Który? - westchnęłam znużona i jak na zawołanie obok nas pojawił się Mike z moim napojem. Podał mi go z uśmiechem i spojrzał na parę przede mną.
- Kto to? - zapytał, wskazując brodą na Caluma.
- Partner Jade. A ją chyba znasz, prawda?
Michael zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu i w końcu skrzywił głowę, wyraźnie myśląc.
- Hm, chyba minęliśmy się kilka razy na korytarzu. Chociaż... Hej, czy to nie ty grałaś z nami w drużynie w dwa ognie jakiś czas temu? - zmarszczył czoło.
- Chyba ja - mruknęła i pociągnęła Caluma w przeciwną stronę. Jeju, co jej się stało?
Spojrzałam na Michaela, który przyglądał mi się uważnie. W końcu poświęciłam chwilę na zwrócenie uwagi na jego wygląd. Miał włosy roztrzepane na wszystkie strony, koszulę bez krawata ani muszki, nonszalancko narzuconą na nią marynarkę i, o dziwo, wyprasowane spodnie od garnituru. Wróciłam do jego twarzy. Jego oczy wciąż się we mnie wpatrywały, wprawiając mnie w zakłopotanie.
- Coś nie tak? - spytałam, bawiąc się materiałem sukienki.
- Zapomniałem, jaka jesteś piękna - wyszeptał, a ja usłyszałam go mimo dudniącej muzyki. Akurat puścili wolną piosenkę. Wyczucie czasu. Pieprzone wyczucie czasu.
- Michael, przestań. Proszę. - potrząsnęłam głową, a on wyciągnął dłoń w moją stronę.
- Zatańczysz?
W odpowiedzi po prostu podałam mu rękę. Michael delikatnie pociągnął mnie w swoją stronę, a ja odruchowo zamarłam, jednak przypomniałam sobie, że przecież nic mi nie zrobi. Położył dłonie na moich biodrach, jednocześnie pytając krótkim spojrzeniem, czy może. Skinęłam, zaplatając mu ręce na szyi. Z głośników leciało Fix You zespołu Coldplay, a ja w duchu przeklęłam DJ-a czy kogo tam zatrudnili, żeby puszczał muzykę.
- Naprawdę mnie dzisiaj testujesz, Shenan, ale obiecałem sobie, że nie zrujnuję ci tego wieczora - wyszeptał mi do ucha. - Przeczytałaś mój list?
Skinęłam, patrząc mu w oczy.
And I will try to fix you...
- Chcesz mi coś powiedzieć?
- Michael, po prostu tańcz, dobrze?
- Okej - powiedział cicho, ciągle patrząc mi w oczy. Piosenka wydawała się nie mieć końca, a Clifforda widocznie coś gryzło w środku.
When you're too in love to let it go...
- No mów. O co chodzi? - odpuściłam w końcu.
Nachylił się i znowu zaczął szeptać do mojego ucha, powodując nieprzyjemne ciarki wędrujące wzdłuż moich pleców.
- Wiesz, co symbolizują żonkile, Dianno?
- Nie - odpowiedziałam piskliwie, sama nie poznając swojego głosu.
Odsunął się nieco ode mnie, spoglądając mi w oczy, a ja miałam wrażenie, że może przez nie zobaczyć całą moją duszę.
Tears stream down your face...
- Nieodwzajemnioną miłość.
I promise I will learn from my mistakes...
- Michael...
Tears stream down your face and I...
- Dlaczego przestałaś we mnie wierzyć? - zapytał ze łzami w oczach, a ja pokręciłam głową, spuszczając ją w dół.
And I will try...
- Nie wiem.
...to fix you.
---------------
OK, JESTEM TAKA EMOCJONALNA PO TYM ROZDZIALE, OKI
no więc, dziękuję za wszystkie wyświetlenia/głosy/komentarze, to tak cholernie motywuje!
Rozdział dedykuję wszystkim roleplayerom (baj de łej zapraszam do obserwowania), które urządziły sobie dzisiaj wielką imprezę z ojcami pablito, psami, świnkami morskimi i znamionami na palcach, big love, hahah <3
NIE BIERZCIE ICH TWEETÓW NA POWAŻNIE, NIE MAJĄ WPŁYWU NA FABUŁĘ, OSOBY PROWADZĄCE TE KONTA ZNAJĄ TYLE TEJ HISTORII, ILE WY :)
Przypominam, że komentujesz = motywujesz i zapraszam do dalczego czytania Letters :)
Swoje przemyślenia nadal możecie zapisywać w hashtagu #LettersFF, w którym nawet co jakiś czas pojawiają się spoilery nowych rozdziałów :)
Wasza autorka, ochrzczona dzisiaj psychiatrą XD
EDIT: Jeśli ktoś jest zainteresowany, daję linki do sukienek, które mniej więcej pokazują, jakie sukienki miały na sobie dziewczyny ;)
Dianna:
sukienka - https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjWiBh9ReRESDicq3bTXO9V11k6PFHH01vsrvB9wbIsnxDT7KP3_sZ3ucO3zMz2mHNld3qEyfHVvtiiW5yTd4Lo1fX6hUhnj_GeP1rLHbD-5Ezh7Oml6AyjsLwkfAqL4_ZUtZnpKXZUIMU/s640/tumblr_mj0l1xToOi1qm7gxlo1_250.jpg
rękawiczki - https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhez29QOqyk6xRD5xmAM1t0ObOqxgyp0E7ov63SfM7zZDDz_NEdsncU6MthlpT97xLRiiU6JlzrYKWlkrJxYKIqhWKxMKEMzn0MGW5jYqJvCxAmq_VbrdZD5N337rTkpFoWuBM1JXDzr7oE/s1600/pink+gloves+1960s+1.jpg
Jade:
http://www.ssdress.com/wp-content/uploads/2014/07/vintage-prom-dress-tumblrvintage-prom-dresses-1950s-2wvkpegt.jpg
Ruby:
http://media-cache-cd0.pinimg.com/236x/50/0a/38/500a38fbd840eb799e4b39cff296f7e0.jpg

1 komentarz: