piątek, 8 sierpnia 2014

2

- Ashton? - spytałam lekko przerażona. Blondyn leżał na podłodze, cały pobity. Z niektórych miejsc leciała krew, jednak byłam w zbyt wielkim szoku, żeby działać. Cholera. - Ashton! - powiedziałam nieco głośniej. Zero reakcji.
- Dianna, słońce! - odwróciłam się, żeby dostrzec jego. Oczywiście, mogłam się tego domyślić. Ten psychol nie zawahałby się przed niczym.
- Nie mów tak do mnie, wariacie - syknęłam, a on wciągnął powietrze z udawanym bólem.
- Ała, to zabolało! - dramatycznie złapał się za pierś, jednak po chwili wybuchnął śmiechem.
Popierdoleniec.
- Jesteś jakimś pieprzonym psychopatą! - wykrzyczałam, a on pokręcił głową. Co, do cholery?!
- O, nie, nie, naiwna Shenan. Byłbym psycholem, gdybym go zabił z miłości do ciebie. A ja po prostu pobiłem go do nieprzytomności, bo cię pragnę. I tylko w fizyczny sposób. - nonszalancko wzruszył ramionami, a ja poczułam, że się we mnie gotuje. Pieprzony gnojek!
- Szkoda, że nigdy mnie nie przelecisz - prowokowałam. Po co ja go prowokowałam?
- Nie bądź tego taka pewna, Dianno. Bywały bardziej uparte od ciebie. Z nimi też sobie poradziłem. - po tych słowach zaczął zbliżać się do mnie z parszywym uśmieszkiem. Nie, nie podchodź, chciałam krzyczeć, jednak moje usta odmawiały posłuszeństwa. Nie podchodź, nie podch...
- Dianna! Di, obudź się, proszę... - usłyszałam ciepły głos Ashtona, więc natychmiast otworzyłam oczy. Byłam w moim pokoju, wszystko stało na swoim miejscu. Oddychając ciężko, usiadłam na łóżku i próbowałam się uspokoić.
- Cholera - zaklęłam pod nosem, a blondyn usiadł koło mnie i mnie przytulił.
- Co się stało? Co ci się śniło? Strasznie krzyczałaś, mówiłaś, żebym nie podchodził...
- Wszystko z tobą okej? - spytałam, ignorując jego pytania, po czym wzięłam jego twarz w dłonie i obejrzałam każdy jej kawałek. Był cały i zdrowy. Wypuściłam powietrze. To wcale nie dzieje się znowu. Ashton jest tutaj, nic mu się nie stało. Dzięki Bogu.
- Dlaczego miałoby być nie w porządku? - zmarszczył brwi, a ja odwróciłam wzrok. - Oh. To jest właśnie to, co ci się śniło, prawda?
Spojrzałam w stronę okna, gdzie coś mignęło mi przed oczami, jakby ktoś siedział na parapecie. Zignorowałam głupie złudzenie i zwróciłam się do Asha:
- Nie chcę o tym mówić - ucięłam trochę zbyt nieprzyjemnie, więc od razu się zrehabilitowałam. - Przepraszam. To po prostu drażliwy temat jeśli chodzi o mnie.
- Nie szkodzi - uśmiechnął się, po czym znowu wziął mnie w ramiona i pocałował w czoło. - To był tylko sen, pamiętaj o tym. Po przebudzeniu już wszystko jest okej.
Chciałabym, żeby było, pomyślałam smutno. Chciałabym, żeby to nie wydarzyło się naprawdę, żeby Luke nadal był tutaj ze mną, żeby Michael nigdy nie stanął na mojej drodze. Chciałabym być normalną nastolatką, która potrafi zapomnieć o wszystkich troskach i po prostu żyć. I miałam nawet wrażenie, że tak jest, dopóki on nie wrócił. Zawsze wszystko niszczył.
Zastanawiało mnie jednak nadal, dlaczego nic mi nie zrobił wtedy przy szafkach?
Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej parę dresów i moją ulubioną bluzę, po czym szybko je na siebie narzuciłam. Zabrałam się za zakładanie vansów, kiedy usłyszałam głos Ashtona:
- Gdzie idziesz?
- Na spacer.
- O trzeciej nad ranem? - zdziwił się, więc posłałam mu jeden z moich najszczerszych fałszywych uśmiechów.
- To nawet lepiej.
Potem opuściłam mieszkanie. Szłam znaną mi już dobrze uliczką już dobrą chwilę, kiedy przypomniałam sobie, że mam przecież słuchawki w kieszeni bluzy. Ucieszyłam się w duchu i wyciągnęłam je, włączając MP3. Pierwszą piosenką, którą usłyszałam było Square One zespołu Coldplay, jednak szybko przerzuciłam utwór i do moich uszu popłynęły pierwsze takty Naive od The Kooks. Uśmiechnęłam się i nuciłam w duchu piosenkę, a kiedy zerwał się wiatr, wsadziłam ręce do kieszeni. Mój uśmiech zbladł, kiedy poczułam pod palcami kartkę papieru. O nie. Nie. Nie!
Wyjęłam ją drżącymi palcami i rozwinęłam liścik.
Droga Dianno,
cieszę się, że otrzymałem Twój nowy adres. Będę czasem do Ciebie wpadał, dobrze? Tak przy okazji, uwielbiam, kiedy krzyczysz przez sen. Wiem, że wtedy to ja Ci się śnię. Dobranoc, słodka, naiwna Shenan.
M.C.
- To są chyba jakieś żarty - powiedziałam sama do siebie.
- Ja nigdy nie żartuję - usłyszałam za sobą, jednak kiedy się odwróciłam, nikogo tam nie było. Zadrżałam wcale nie z zimna i rzuciłam się biegiem do mieszkania.
---
- I co? Tak po prostu uciekłaś? - spytała Jade, kiedy szłyśmy do jej szafki przed lekcjami. Skinęłam głową, a ona spojrzała na mnie morderczym wzrokiem. - Widzisz? Gdybyś została z Ashtonem, nic takiego by się nie wydarzyło.
- A podobno tak go nienawidzisz - wywróciłam oczami.
- Na pewno mniej niż Michaela.
- Rozmawiacie o mnie, drogie panie? - usłyszałam, a kiedy zerknęłam ponad ramię Jade, zobaczyłam nikogo innego jak Michaela Clifforda w całej swojej okazałości. Postanowiłam chwilkę się mu przyjrzeć. Zmienił się od naszego ostatniego spotkania, mam na myśli tego dwa lata temu, nie wczorajszego, oczywiście. Jego włosy były teraz całkowicie białe, w brwi widniał czarny kolczyk. I nie był ubrany tak jak kiedyś. Teraz miał na sobie czarne jeansy i koszulkę z logo jakiegoś zespołu, nie zwróciłam na to większej uwagi. Jego stopy schowane były w masywne i na pewno niesamowicie ciężkie buty. Wróciłam wzrokiem do jego twarzy i powiedziałam:
- Tak. Rozmawiałyśmy o tym, że zabierasz mnie na bal.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech, a ja myślałam, że zwymiotuję. Nienawidzę tego uśmiechu. Cholernie go nienawidzę.
- I jak? Cieszy cię to, Shenan?
- Jak nic innego - wyszczebiotałam sarkastycznie, a on przewrócił oczami, po czym rzucił:
- Widzimy się później, piękna.
I odszedł, odwracając się jeszcze przez ramię i mrugając do mnie.
Jade stała jak wryta całą rozmowę, patrząc tylko to na mnie, to na Michaela i nie wiedząc, co powiedzieć. W końcu jednak odzyskała mowę i zwróciła w moją stronę:
- Co to było, Dianna?
- Krótka pogawędka z moją parą na bal - mruknęłam. Pociągnęłam ją za łokieć, więc znowu byłyśmy w drodze do jej szafki, gdzie już czekała na nas uśmiechnięta Ruby.
- Cześć, laski - mrugnęła, a mnie przeszły ciarki, bo pomyślałam o Cliffordzie robiącym dokładnie to samo chwilę temu.
- Nie mrugaj już nigdy więcej - burknęłam, jednak roześmiałam się, kiedy zrozumiałam, jak beznadziejnie to brzmi. - W sensie, że masz nie puszczać nam oczek.
- Co? Dlaczego? - Rub zmarszczyła brwi, a ja spojrzałam wymownie na Judy, niemo prosząc ją o streszczenie historii. Wzięła teatralny wdech i zaczęła mówić.
- W nocy Dianna miała koszmar o Michaelu i kiedy Ashton przyszedł ją pocieszyć, poszła na spacer, w bluzie znalazła liścik od niego i usłyszała jego głos za sobą, mimo że go tam nie było, a dzisiaj wpadł na nas na korytarzu i mrugnął do niej odchodząc - skończyła na jednym wdechu, a ja zaczęłam bić jej brawo. Imponujące.
- Oł - skwitowała Ruby i przygryzła wargę. - Sorry, Di.
- Dobra, koniec gadania. JJ, bierz już te książki, bo jeszcze musimy iść do mnie.
Judy szybko wpakowała wszystkie potrzebne podręczniki do torby i ruszyłyśmy w stronę mojej szafki. Im bliżej podchodziłyśmy, tym bardziej wściekła się stawałam. Bo im bliżej byłyśmy, tym wyraźniej widziałam białą karteczkę wetkniętą między metalowe otwory. Wyszarpnęłam ją ze złością. Clifford, zaczynasz mnie już wpieniać.
Droga Dianno,
czy nadal żywisz do mnie jakiekolwiek uczucia? Złość? Nienawiść? Miłość? Cokolwiek?
M.C.
- Co to ma, do cholery, być?! - spytała Jade czytając treść listu. Żebym to ja wiedziała, JJ...
Wcisnęłam liścik do torby i rzuciłam na niego podręczniki. Jak on mógł w ogóle pomyśleć, że cokolwiek do niego czułam? Nienawidziłam go, tak, byłam na niego zła, tak. Ale jak mogło mu przyjść do głowy, że go kocham? Jak można pokochać takiego psychola?
I dlaczego tak się tym przejmuję?!
------------------------------
Przed czasem! :D
Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa, wyświetlenia i komentarze, jesteście niesamowite x Cieszę się, że 'Listy' się wam podobają :) to trochę dziwne, ale uwielbiam czytać, co sądzicie o rozdziałach i chciałabym mieć to w jednym miejscu, więc swoje przemyślenia możecie pisać w hashtagu #LettersFF (jolo, zróbmy sobie hashtag XD). Tymczasem przypominam:
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
GŁOSUJESZ = MOTYWUJESZ
Wasza autorka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz