- I jak? - obróciłam się w miejscu, prezentując sukienkę w całej
okazałości. Bal debiutantów jest przecież tylko raz i trzeba się na nim
pokazać z jak najlepszej strony.
- Wyglądasz bosko! -
rozpromieniła się Ruby, która stała ze swoją sukienką w drzwiach
przymierzalni. - Jeszcze tamtą. Ona będzie jeszcze lepsza.
Spojrzałam
w stronę różowej sukienki widzącej na wieszaku. Miała ładny, marszczony
tułów z przylegającymi rękawami do łokci i rozkloszowaną ku dołowi
spódnicę do kolan.
- Jesteś pewna? - skrzywiłam się. - Będę
wyglądać jak jakaś pieprzona księżniczka - rzuciłam zgryźliwie, a ona
przewróciła oczami.
- Dianna, to bal debiutantów. Tam wszystkie dziewczyny będą wyglądać jak księżniczki. Musisz się ładnie prezentować.
-
Kiedy ta biała jest ładniejsza! - wskazałam zamaszyście na swoje ciało,
które przykrywała tiulowa, prosta sukienka ze złotym, cieniutkim
paskiem pośrodku.
- Po prostu ją przymierz, okej? - westchnęła
wyraźnie zmęczona moją osobą. Burknęłam krótkie 'okej' i zamknęłam
drzwi. Rozpięłam ubranie i wyszłam z sukienki, chwytając różową, żeby ją
na siebie założyć. Wtedy wypadła z niej karteczka. Zamarłam, niepewna
tego, czym była. Po chwili wahania podniosłam ją z miękkiego dywanu
przymierzalni i zobaczyłam na niej swoje imię. Rozłożyłam papier. Oh, to
list, pomyślałam. I jeszcze wtedy nie wiedziałam, że ten jeden list
wywróci moje życie do góry nogami.
Droga Dianno Sherman,
wraz
z tym oto listem zapraszam Cię na bal debiutantów. Nie przyjmuję
odmowy. Jeśli umówiłaś się z kimś, odwołaj go. Włóż kartkę z Twoim
adresem do szafki 205. Drugie piętro, górny rząd.
Do zobaczenia na balu,
M.C.
- Dobry Boże - wyszeptałam sama do siebie i nieświadomie upuściłam kartkę.
On wrócił.
---
- Niemożliwe - zaprzeczyła natychmiast Jade, kiedy dołączyła do nas w kawiarni.
Kupiłyśmy
tą księżniczkową sukienkę. Chociaż w sumie to bardziej Ruby ją kupiła,
bo ja upierałam się przy białej. Nie mam jednak żadnej siły przebicia
kiedy przychodzi do niej. Zawsze stawia na swoim.
- A jednak - skinęłam głową i wzięłam łyka swojej kawy. Muszę zapalić, pomyślałam, jednak odgoniłam od siebie tę myśl. Nie pal aż do balu, taka była umowa, przypomniała mi moja podświadomość, więc wróciłam do rozmowy z przyjaciółkami.
- Kiedy wrócił? I skąd masz pewność, że to on?
-
Dwieście piątka? Naprawdę? Czy to wam nie wystarcza? - spojrzałam na
blondynki z niedowierzaniem. Czasami miałam wrażenie, że ja i moje rude
kudły do nich nie pasowałyśmy. Ruby i Jade były kuzynkami, jednak
niesamowicie do siebie podobnymi, bo różniły je tylko oczy - ta pierwsza
miała niebieskie, a druga - zielone. Super. Moje były szare. Tak
cholernie nijako szare.
- Hej, Ziemia do Di! - Ruby pomachała mi
ręką przed twarzą. Potrząsnęłam głową odrzucając od siebie głupie myśli.
Przecież były moimi przyjaciółkami. Nie obchodziło ich, jaki kolor mają
moje włosy czy oczy.
- Możecie powtórzyć? Przepraszam, zamyśliłam się - westchnęłam.
-
Jak zwykle - mruknęła Jade, a Ruby zdzieliła ją łokciem w żebra.
Uśmiechnęłam się na ten znajomy widok, jednak moje myśli znowu wróciły
do listu. - Mówiłam, żebyś nie dawała mu tego adresu. Idziesz z
Ashtonem, rozumiesz? Nie po to swatałam cię z kolesiem, którego szczerze
nienawidzę, żebyś to odwołała.
- JJ, chyba nie rozumiesz - wyszeptała Rub, a Jade spojrzała na nią zaskoczona.
- Czego nie rozumiem?
- Mówimy o Cliffordzie.
Jade otworzyła szeroko usta, po czym przykryła je dłonią i pokręciła szybko głową.
-
O mój Boże! - krzyknęła, kiedy informacja w końcu do niej dotarła. -
Jeju, tak strasznie przepraszam, Di. nie wiedziałam, że chodzi o
niego...
- Nie szkodzi - ucięłam. - Bardziej martwi mnie inna kwestia. Co ja mam teraz zrobić?
Kuzynki spojrzały po sobie niepewnie.
- Nie ryzykowałabym - powiedziała krótko Rub, a ja skinęłam, wiedząc o czym mówi.
Musiałam dać swój cholerny adres cholernemu Michaelowi.
---
Stałam
na drugim piętrze przed rzędem szafek, bujając się niespokojnie na
stopach. Czekałam, aż wszyscy uczniowie rozejdą się na lekcje, żeby
wsadzić małą karteczkę do dwieście piątki. Co chwilę przygryzałam
nerwowo wargę, rozglądając się, czy aby nikt nie zwrócił na mnie uwagi.
Jak zwykle, byłam całkowicie ignorowana. Tego dnia cieszyło mnie to jak
nigdy.
Kiedy ostatni uczeń opuścił korytarz, zamykając za sobą
drzwi do klasy, z wahaniem podeszłam do rzędu szafek. Oczywiście, że
wiedziałam, która to 205. Mam z nią mnóstwo nieprzyjemnych wspomnień.
Szybkim
ruchem wsunęłam liścik do szafki przez jeden z płaskich otworów.
Odetchnęłam z ulgą mając to za sobą i już miałam się odwrócić, żeby
wrócić na lekcje, kiedy ktoś przycisnął mnie do szafek.
- Widzę, że zastosowałaś się do poleceń - usłyszałam za sobą ochrypły głos i głośno przełknęłam ślinę.
-
T-tak. Tak, jak prosiłeś - wyszeptałam przerażona. Michael odwrócił
mnie tak, że teraz opierałam się plecami o szafki i głową o tą pieprzoną
dwieście piątkę. Nie miałam jednak odwagi spojrzeć mu w oczy. Chwycił
mój podbródek i całkowicie niedelikatnie podniósł go do góry.
-
Patrz mi w oczy, Dianna - rozkazał, a ja zmierzyłam się ze spojrzeniem
jego nieprzyjemnych, zimnych tęczówek. Wstrzymałam oddech, kiedy opuścił
dłoń, przygotowana na wszystko, co tylko możliwe.
Oprócz
uwolnienia mnie i odejścia bez słowa. Tego akurat się nie spodziewałam.
Może ludzie mieli rację? Może naprawdę się zmienił?
Spojrzałam na jego sylwetkę znikającą za zakrętem korytarza.
Nie, Dianna. To nadal jest potwór. Zawsze nim będzie.
-------
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
Dwójeczkę planuję dodać 11 sierpnia :) x
Tymczasem zachęcam do pisania, co sądzicie jak dotąd, na moim twitterze xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz