Przetarłem zroszone potem czoło, zdając sobie sprawę z tego, jak
głupi był ten gest. Teraz smar, który przyozdabiał mój nadgarstek,
znajdował się również na mojej twarzy. Pokręciłem zrezygnowany głową i
ponownie pochyliłem się nad maską samochodu, przyglądając się płynowi
chłodzącemu. Coś było z nim nie tak i auto nie działało tak, jak
powinno, a ja nie wiedziałem, co z tym zrobić.
- Jenna? Możesz mi pomóc? - krzyknąłem w głąb warsztatu.
-
Serio, Hood? Znowu nie potrafisz? - parsknęła, podchodząc do mnie i
odpychając mnie od samochodu. Pochyliła się nad nim i wsadziła rękę do
środka. Po chwili wyjęła z niego wsuwkę i spojrzała na mnie z
niedowierzaniem. - Właścicielką samochodu jest kobieta, pewnie coś
zaczęło szarpać, a ona podniosła maskę, żeby to sprawdzić. Wsuwka wpadła
i zaczepiła się w tak niefortunny sposób, że nie dało się zakręcić
pojemnika z płynem chłodniczym. Weź się do roboty - burknęła, rzucając
we mnie ozdobą.
- Zadziorna, lubię takie - zaśmiałem się, a ona
pokazała mi środkowy palec i odeszła do Marka, który czekał na nią z
podnośnikiem.
Zatrzasnąłem maskę i podszedłem do drzwi kierowcy,
chcąc się upewnić, że wszystko już w porządku. Wsiadłem do środka i
przekręciłem kluczyki. Auto zapaliło normalnie. Pokręciłem głową z
uśmiechem i zamknąłem drzwi, ruszając na jazdę sprawdzającą. Ta
dziewczyna nie przestawała mnie zaskakiwać.
-----------
-
Calum, jeszcze tylko ta Honda i możesz iść - oznajmiła Jenna, poklepując
mnie po ramieniu. Jej rude włosy związane były w roztrzepany warkocz
pobrudzony smarem, a jej twarz przybrała szydzący uśmieszek. - Klocki
hamulcowe.
- Żartujesz sobie ze mnie - sapnąłem, patrząc na zegarek. - Jest szesnasta. Jak, do cholery, mam to zrobić jeszcze dzisiaj?
-
Wyluzuj. Są już wyjęte. Tylko wstawisz je i oddasz miłej pani jej
autko. Jasne? - spytała z determinacją w głosie. Naprawdę poważnie
podchodziła do tej pracy.
- Jak słońce.
Wykonałem swoją
robotę i skierowałem się do pryszniców. Musiałem zmyć z siebie zapach
tego miejsca. Dziś spotykałem się z Flu. Kiedy wychodziłem, wycierając
mokre włosy ręcznikiem, przyjechała właścicielka Hondy od klocków
hamulcowych. I myślałem, że po prostu padnę na twarz tak, jak tam
stałem.
- Dzień dobry, Jade Clarks. To moja Honda, o tam -
powiedziała, a ja uniosłem jedną brew. Tak bardzo się zmieniłem, czy ona
po prostu mnie zapomniała?
- Och, tak. Tak myślę. Oto kluczyki - podałem je jej z wahaniem, jednak ona przyjęła je z uśmiechem i podziękowała cicho.
Co się właśnie stało?
- Hej, Hood! Przestań się gapić, bo i tak nie poderwiesz - zadrwiła Jenna.
Blondynka odwróciła się na pięcie i spojrzała na mnie z otwartymi ustami. A niech cię, Jen.
- Calum?
- Cześć, Jade. Miło cię znowu widzieć.
-------------
- I tak po prostu ją przywitałeś? Tyle? Żadnego spierdalaj, zniszczyłaś mi życie, bo cię pokochałem, a ty złamałaś mi serce? - spytał Tristan, kręcąc głową.
- Dzięki, Tris. Ty to wiesz co powiedzieć - przewróciłem oczami.
-
Myślę, że on chciał po prostu zrozumieć, dlaczego nic jej nie
powiedziałeś - wtrącił Michael, który podrzucał Johna, syna Ruby, na
kolanach. - Mogłeś jej wygarnąć, co tylko chciałeś. Czemu tego nie
zrobiłeś?
- Bo była taka inna, taka, jak kiedyś... Może cela ją zmieniła?
-
Proszę cię. Już raz to przerabialiśmy. Nie możesz się znów zakochać -
prychnęła Dianna, a ja miałem ochotę ją uderzyć. Nie rozumiała. Żadne z
nich nie rozumiało.
- Kocham Flu. Nie zamierzam wrócić do uczuć z liceum. Dorosłem.
-
I bardzo dobrze. - oznajmiła Ruby, wyjmując ciasto z piekarnika. - A
tak właściwie, to ta sprawa z Flu jest poważna? Jeśli mam być szczera to
nie lubię kobiety - pokręciła glową, ściągając ochronne rękawice.
-
Nie wiem, ona nie chce się angażować, ale mi zależy... chyba? -
podrapałem się po karku. Nienawidziłem takich pytań. Och, przestańcie.
To moje życie uczuciowe, a nie wasze, więc zajmijcie się swoimi
interesami. - Myślę, że ją kocham. Ale nie jestem pewien. To
skomplikowane.
- A co z tą z warsztatu? Jenną? - spytał Tristan z
zaciekawieniem, za co Tamara wbiła mu łokieć w żebra. - No co? Myślę, że
to właśnie na niej ci zależy, jeśli już.
- Och, przestań. To tylko koleżanka.
Prawda?
-------------------
- Zabierz ode mnie tego irytującego faceta, Calum - burknęła Jenna, przytulając mnie od tyłu.
- Co tym razem?
-
Twierdzi, że jego samochód jest zepsuty, bo stacza się z każdej górki.
Zawsze zostawia go na luzie - pacnęła się ręką w czoło, a ja się
zaśmiałem. - Przestań, to nie jest śmieszne! Jego auto naprawdę jest do
naprawy!
- Weź go na przegląd, pociągnij sto dolców za "wymianę skrzyni biegów" i napomknij, żeby zostawiał samochód na biegu.
Jenna odwróciła mnie do siebie i pocałowała krótko.
- Mistrz. Chyba gotuję jutro obiad.
- Lassagne! - krzyknąłem za nią z uśmiechem.
-------------------
- Mamo, co to jest? - spytała May, ciągnąc Jennę za rękaw.
- To jest, umm... Nie do końca wiem, o czym mówisz.
- No to, ten... wyzbik? - rzuciła mała niepewnie.
Zaśmiałem
się głośno, wskazując na dziecko, które rzuciło frisbee. Jenna
zawtórowała mi, zauważając przedmiot zainteresowania May. Słońce
przygrzewało mój nos. Zmarszczyłem się, zakładając okulary. Nie minęła
chwila, kiedy mój telefon zadzwonił. Wyciągnąłem go i podałem Jennie,
chwytając rączkę córki i zabierając ją na miejsce, w którym Ruby, Ben,
John i Elizabeth jedli już kanapki na kocu piknikowym.
- Cześć! -
pisnęła uradowana May i rzuciła się Liz na szyję. Dziewczynki różniły
trzy lata, jednak dogadywały się niesamowicie dobrze.
- Hej, młoda. Co tam? - zagadnęła ją Liz i poczochrała jej głowę.
- Ty wcale nie jesteś stara - zauważył John.
Pokręciłem
głową, patrząc na May, która już biegała z kuzynką. Opadłem ciężko na
koc obok Bena i przywitałem się ze wszystkimi. Po chwili przyszła do nas
Jenna z grobową miną.
- Wszystko w porządku, kochanie?
- Zamykają warsztat - oznajmiła drżącym głosem.
-------------
-
Wystarczy podpisać jeszcze tutaj i będzie pani prawowitą właścicielką
tego warsztatu - powiedział urzędnik, a Jenna skinęła, składając podpis u
dołu dokumentu. Mężczyzna potrząsnął jej dłonią. - Gratuluję i życzę
powodzenia.
- Bardzo dziękuję - odparła z uśmiechem i podeszła do mnie, całując mnie w policzek. - Ten pomysł był genialny.
-
Ja jestem genialny - zaśmiałem się i podałem jej rękę. Wyszliśmy z
budynku i ruszyliśmy alejką na spacer. - Powiedz, czy myślałaś kiedyś,
że skończymy w ten sposób?
- Jaki sposób? Razem? Z dzieckiem? Jako współwłaściciele warsztatu, w którym się poznaliśmy?
- Teoretycznie tylko ty jesteś właścicielką - sprostowałem, a ona się uśmiechnęła.
- Czy jestem teraz twoją szefową? - jej oczy zabłysnęły radośnie.
-
Już dawno nią byłaś - zaśmiałem się i pocałowałem ją krótko. Była taka
urocza i taka męska jednocześnie. Idealna żona, wspaniały kumpel. Jestem
szczęściarzem.
Ktoś wpadł na mnie tak zamaszyście, że się
przewróciłem. Upadłem na tyłek i spojrzałem zdezorientowany na dłoń
przede mną. Podniosłem się przy jej pomocy i otrzepałem z kurzu.
- Bardzo przepraszam, nie patrzałem przed siebie, ja tylko...
Podniosłem wzrok i zobaczyłem jego. I ją. Niemożliwe. Zaśmiałem się tak gorzko, jak jeszcze nigdy.
- Serio, Luke? Widziałem, jak umierasz - prychnąłem. - I ty? Zdradziłaś nas wszystkich podwójnie. Nawet mnie to nie dziwi.
Jenna szarpnęła moje ramię.
- Co ty robisz, Calum? - syknęła.
- Przepraszam, ale chyba nas pan z kimś pomylił - oznajmił chłopak. - Mam na imię Finn.
- Nie, Finn, nie pomylił - przyznała Jade. - Calum Hood. Kopę lat - uśmiechnęła się.
- Ta - burknąłem.
-
Widzę, że ułożyłeś sobie życie. Cieszę się, że ci się to udało.
Naprawdę przepraszam za to, co stało się w liceum. Byłam młoda i
cholernie głupia - przyznała. Dosłownie zbierałem swoją szczękę z
chodnika.
- Umm.. Cóż, ja... emm... W porządku. Jest w porządku - westchnąłem.
-
Naprawdę? Strasznie się cieszę - posłała mi szeroki uśmiech. - Wybacz,
ale teraz musimy już iść. Może kiedyś jeszcze na siebie wpadniemy? -
uniosła brew.
- Tak, może - uśmiechnąłem się słabo. Cela naprawdę ją zmieniła.
Odeszliśmy od nich, a kiedy tylko zniknęliśmy za zakrętem, Jenna spytała:
- Okej, czego nie wiem?
- To była Jade Clarks.
Jenna wytrzeszczyła oczy.
- Ta...
- Tak, ta. Od Hondy z klockami hamulcowymi, pamiętasz?
- Ale przecież...
- Od Hondy, prawda? - włożyłem potrójny nacisk na te słowa.
- Och... Och. Tak, od Hondy. Faktycznie. Jak mogłam zapomnieć.
Przeszłość za plecami, przypomniałem sobie.
Zostaw przeszłość za plecami. I nigdy tam nie wracaj.
Ponownie
złapałem dłoń Jenny i pociągnąłem ją, chcąc odsunąć się od Jade jak
najdalej mogłem. Najpiękniejsza metafora w moim całym życiu.
Idę
naprzód, w przyszłość, krocząc przez teraźniejszość, zostawiając
bolesną przeszłość za sobą, akceptując ją, ale jej nie wspominając.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz